Max: Witam, proszę aby Pan przedstawił swą opinię dotyczącą ścigania przez Straż Miejską handlu przysłowiową "pietruszką". Co Pan sądzi o koncepcji mini-targowisk (choćby kilkadziesiąt m kw.) na kazdej z dzielnic miasta, tak aby była szansa legalnego handlu?
Mariusz Dziuda: Już podczas tworzenia uchwały o zakazie handlu poza miejscami wyznaczonymi ostrzegałem, że zapisy uchwały mogą doprowadzić do tego typu patologii. Na sesji Rady Miasta pytałem prawników Urzędu Miasta czy w ten sposób można interpretować zapisy uchwały, że ktoś będzie chciał sprzedać kilka bukietów konwalii wyhodowanych w swoim ogródku i za to będzie ścigany przez straż miejską. Otrzymałem odpowiedź, że prawo miejscowe co prawda daje taką możliwość ale praktyka będzie inna. Moim zdaniem nie prawo jest w tym przypadku bardzo złe tylko jego nadgorliwe egzekwowanie. Jeżeli chodzi o mini targowiska jestem całym sercem za.
Max: Co Pan sądzi o pomyśle "uzdrowisko w Skierniewicach"?
Mariusz Dziuda: Tego projektu w ogóle nie ma. Poza nośnym hasłem praktycznie nie ma nic. Nie przeprowadzono nawet wstępnej analizy zysków i strat. Nie istnieje dokument, który określałby choćby w przybliżeniu jakie elementy wchodziłyby jako składowe takiego uzdrowiska. Nie zrobiono nic, żeby pokazać w jaki sposób rozwiązać podstawowe problemy związane z przekroczeniami zanieczyszczeń powietrza (piece węglowe w dzielnicach okolicy od ulicy Sienkiewicza do Ogrodowej) wykazanymi w raportach środowiskowych. Tak mógłbym wymieniać jeszcze długo. Powtarzam, projekt nie wyszedł poza poziom hasła. Bez przeprowadzenia wymienionych analiz odpowiedzialna opinia na temat uzdrowiska byłaby niepoważna. Z mojej wiedzy na temat zakładów uzdrowiskowych wynika, że większość dotychczasowych uzdrowisk ma poważne kłopoty finansowe i postawione są do sprzedaży.
Max: Co Pan sądzi o polityce kadrowej ratusza dotyczącej zarówno Urzędu Miasta jak i jednostek podległych?
Mariusz Dziuda: Nie znam dokumentu, który mówiłby o polityce kadrowej Ratusza. W obecnej kadencji, na początku za obsadę odpowiedzialny był PiS. Wtedy mieliśmy wiceprezydenta, który przepraszał, że żyje i po kilku miesiącach dał sobie spokój. W tym czasie wyrzucani byli z pracy wszyscy, którzy kojarzyli się z poprzednimi ekipami. Tak stracili pracę naczelnik od kultury, naczelnik od oświaty, od rozwoju gospodarczego, dwóch prezesów spółek miejskich i kilku urzędników. Mieliśmy naczelniczkę od kultury, która nie potrafiła powiedzieć słowa o zgłaszanych przez jej wydział projektach uchwał. Najciekawszym wydziałem jest wydział, w tej chwili nazywany, spraw społecznych, w którym rotacja na stanowisku naczelnika była nadzwyczaj duża. Podsumowując, nie znane mi są żadne kryteria polityki kadrowej. Jej brak ma swoje konsekwencje w postaci braku w urzędzie czegoś, co można by nazywać zespołem. W chwili obecnej każdy wydział pracuje sam dal siebie.
Max: Czy jest Pan za pomysłem bezpłatnego internetu dla mieszkańców miasta? Jeśli tak, to na jakich zasadach?
Mariusz Dziuda: Internet dla mieszkańców jest podstawowym punktem mojego programu. Przy okazji wykonywania mojej pracy zawodowej, gdzie ważnym elementem jest tzw. telemetria czyli podgląd działania różnych elementów systemu ciepłowniczego rozrzuconego na terenie prawie całego miasta, sondowałem możliwości i potencjalne koszty związane z wybudowaniem infrastruktury internetowej. Z mojej wiedzy, koszty inwestycyjne nie są przerażające – około 1 miliona zł. Koszt stały związany z eksploatacja i utrzymaniem nie powinien przekroczyć kwoty 200 tyś zł rocznie. Jeżeli chodzi o zasady to chciałbym dać dostęp do szybkiego Internetu każdemu mieszkańcowi po poprzedniej rejestracji i postawić kilka ogólnie dostępnych hotspotów z wolniejszym transferem. Dla obniżenia kosztów można też wykorzystywać go w celach komercyjnych. Temat jest dosyć złożony. Opisałem go w możliwie największym skrócie.
Max: Na jakich zasadach miałoby funkcjonować wymienione w Pana programie Centrum Kształcenia Praktycznego - czy np. każdy bezrobotny mógłby skorzystać z możliwości przekwalifikowania?
Mariusz Dziuda: Centrum Kształcenia Praktycznego nie jest moim pomysłem. Centra takie istnieją nie tylko u nas w kraju ale są popularne w starej europie. Mają za zadanie z jednej strony być zaawansowaną formą nauczania praktycznego zawodu dla młodocianych a z drugiej dają możliwość szybkiej odpowiedzi na potrzeby lokalnych przedsiębiorców: ktoś chcący otworzyć montownie telefonów zgłasza potrzebę zatrudnienia dla 20 pracowników a CKP natychmiastowo uruchamia odpowiedni program szkolenia, Urząd Pracy dokonuje naboru i przeznacza pieniądze na szkolenie. Finansowanie może też w części pochodzi od ewentualnego pracodawcy lub z Urzędu Miasta. Szybkie dostosowanie kadry pracowników do aktualnych potrzeb jest warunkiem koniecznym i wymienianym przez inwestorów jako jeden z najważniejszych dla lokowania w Skierniewicach inwestycji. Od kilku lat o Centrum zabiega Skierniewicka Izba Gospodarcza. Idea była prezentowana na sesji Rady Miasta, uzyskała pochlebne recenzje i, jak większość projektów, które nie były autorstwem Ratusza, umarła śmiercią naturalną.
Max: Czy tzw. e-urząd będzie dostępny dla obywateli bez kosztownego tzw. podpisu elektronicznego?
Mariusz Dziuda: Nie. Regulacje w tym zakresie zależą od Sejmu i Rządu. Jak zwykle są podobno tego typu projekty ale kiedy nastąpi ich finalizacja nikt chyba nie jest w stanie określić. Pytamy o e-urząd a nie możemy doczekać się sprawy dużo prostszej, na której opiera się cała administracja (np. Wielkiej Brytanii). Nikt nie żąda tysięcy zaświadczeń tylko obywatel składa oświadczenie i to wystarcza urzędnikom. W naszym kraju przepisy konstruowane są zazwyczaj przeciwko obywatelowi a konstruujący je urzędnicy, po wykryciu jednego przypadku nadużycia zaufania, tworzą przepis powodujący wymaganie dziesiątek dokumentów, żeby udowodnić, że nie jesteśmy bandytami, złodziejami i hochsztaplerami.
Max: Dziękuję Panu za odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania.
Mariusz Dziuda: To ja dziękuję za pojawienie się i za bardzo ciekawe pytania. Relacja z tej rozmowy za chwilę znajdzie się na moim blogu.